Copyright © 2011-2016 by - +48 696 137 257

Rozbiegany Koszalin Leśna Piątka 2019 CYKL 3. Górski Półmaraton Pętli Tatrzańskiej i ćwierćmaraton Kurs na Chełmską 2019

Data wpisu: 1 maja 2012r.
Ostatnie zmiany: 2 maja 2012r., 21:45
Autor: Michał Bieliński (SFX)

Relacja: 2. Bieg Przełajowy nad Jeziorem

Co by tu robić pierwszego maja? Chyba żaden z biegaczy nie ma z tym problemu. Koszalińska Majówka dla choć trochę biegających mogła być świetnym pretekstem do odwiedzenia Rosnowa. Dla podtrzymania formy, czy też po prostu dla formy Forma Rosnowo zorganizowała 2. Bieg Przełajowy nad Jeziorem na dystansie 5 kilometrów. A więc mieliśmy swój własny pierwszomajowy pochód, pochód biegaczy, którzy mieli okazję sprawdzić się na tym trudnym dla wielu dystansie. Dystans trudny dla tych, którzy zaczynają i nie do końca wiedzą jak go biec, dystans trudny też dla tych którzy biegają wiele, ale zwykle przedkładają dłuższy dystans nad tempo poruszania się - tu okazuje się, że 5 kilometrów to swoisty sprint.

Tylko dycha. Dycha wpłacona w biurze zawodów zapewniała miejsce na linii startu z przyczepionym własnoręcznie, a otrzymanym od organizatorów, numerem startowym. Start wraz z metą usytuowany był w pobliżu plaży w Rosnowie. Wraz z grupą znajomych dotarliśmy w okolice imprezy niedługo po godzinie 10 rano. Start ostry do biegu głównego zaplanowany był na godzinę 12:00. Mieliśmy więc sporo czasu na zapoznanie się z okolicą, a przede wszystkim z przebiegiem trasy biegu. Wiodła ona w pierwszej części po terenach leśnych, a na dwa kilometry przed metą wzdłuż miejscowego jeziora. Wstępny rekonesans trasy spowodował pewne zawirowania i niepewność co do jej przebiegu. Jednak wszystko wróciło do normy i wyjaśniło się, gdy na rozgrzewce przebiegliśmy ją w całości w kierunku przeciwnym do tego, który miał mieć miejsce podczas zawodów. Na trasie kilka osób jeszcze doszlifowywało szczegóły jej poprowadzenia, by nie było żadnych wątpliwości w trakcie biegu. W przeważającej części występowało oznakowanie poziome w postaci białego proszku rozsypanego w kształcie przypominającym strzałki. Poprzeczne linie z kolei z tajemną cyfrą oznaczały kolejne kilometry. Tam też pojawiły się stosowne tabliczki pionowe, które to oznaczenie dublowały.

Na starcie humory jak zawsze dopisywały. W pierwszej linii ustawili się Ci, którzy mieli walczyć :)... w drugiej linii stanąłem ja, zdając sobie sprawę z rzeczywistych umiejętności. Na starcie można też się wiele nauczyć. Np. o tym jaka jest recepta na szybkie pokonanie piątki. Ruszyć "na maxa". Potem przyspieszyć. A na koniec ostro finiszować. Proste? Przede mną cel to 20 minut. Wiem, że trasa ma niepełne 5 kilometrów, więc plan wydaje się całkiem realny. Podobne chęci mają koledzy Jan Zelek oraz Krzysiek Bogdanowicz.

A pogoda nam dopisała... :)... słońce przygrzewało i, choć myśleliśmy że będzie inaczej, było naprawdę gorąco. Ze spodziewanych ok. 20 stopni było pewnie 25 lub więcej... do tego brak przewiewu na leśnym dukcie. Ale w końcu dla wszystkich warunki są takie same.

10... 9... (...) START. Kilkadziesiąt metrów dalej mocne przewężenie, weryfikujące spostrzegawczość. Adrenalina przedstartowa zawsze powoduje, że wielu z biegnących rusza zbyt szybko. Za zakrętem orientuję się, że jestem daleeeeko. Ale to nic. Biegnę, wyprzedzam, mijam, doganiam. Na celownik obieram kolejnych, którzy brawurowo pokonali zakręt. W końcu docieram w okolice Janka i Krzyśka. Brakuje mi do nich 3-4 metry. Kolejne metry, setki metrów... kolejny kilometr, i nic. Odległość się nie zmienia. Tempo stabilne, może lekko szybsze w drugiej części dystansu? Trudno określić. Mijamy 3 kilometr, gdzie doganiamy i wyprzedzamy reprezentanta organizatora, późniejszego zwycięzcę w kategorii mistrzostw Rosnowa - Roberta Bykowskiego. A mój cel pogoni w dalszym ciągu znajduje się 3-4 metry przede mną, nie mam możliwości ich dogonić, a oni nawet nie wiedzą jak blisko się znajduję :). Zostały już niespełna dwa kilometry, a sytuacja wciąż stabilna. Janek z Krzyśkiem, a tuż za nimi ja. Mijamy kolejnego biegacza, a potem jeszcze jednego kilkaset metrów przed metą wyprzedzają dwaj uciekinierzy. Ja go doganiam na samym finiszu. Meta. Krzysiek wyciągając krok odskoczył na 2 sekundy Jankowi zatrzymując czas po 19'02", mi do Janka (19'04")zabrakło kolejnych dwóch sekund (19'06").

Teraz mogę tylko gdybać, co by było gdyby :). Nie dało rady powalczyć. Walczyłem całe pięć kilometrów, bez kilku groszy. Utracone metry na pierwszym zakręcie okazały się metrami nie do nadrobienia. Wielkie gratulacje dla Krzyśka Bogdanowicza, który zrobił niesamowity postęp od zimowo-wiosennych biegów w Kłosie. Wielki postęp od zeszłego roku. Pokazał to juz świetnymi wynikami w maratonie w Dębnie (3h21') oraz na niedawnym Biegu Górskim, gdzie na 5-kilometrowej trasie dobiegł 2 sekundy za Jankiem Zelkiem. Tym razem to on triumfował. A Janek pokazał na co go stać. Wraca do wysokiej dyspozycji sprzed kilku miesięcy. Tylko gdzie ja jestem? Daleko. Widać, że mniej lat na karku wcale nie oznacza lepszych wyników - liczy się przede wszystkim praca na treningach.

W wynikach zajęliśmy kolejno siódme, ósme i dziewiąte miejsce. Czyli w pierwszej dziesiątce na ponad sześćdziesięciu na starcie. Krzysztof Bogdanowicz zwyciężył w kategorii M4, Jan Zelek z kolei w M5. Moja kategoria jest jednak mocniej obsadzona i jako M3 miałem dopiero 4. lokatę.

Najlepszą biegaczką w cały biegu oraz tą, która reprezentuje Koszalin, była Izabela Frontczak, która uzyskała czas 22'31". Na drugim miejscu wśród kobiet z Koszalina znalazła się Lucyna Bogacka (27'08").
Zwycięzcą spośród biegaczy z Koszalina był oczywiście Krzysztof Musiał, który na mecie znalazł się na minutę przed naszą trójką (18'02"). W klasyfikacji generalnej zajął czwartą lokatę i był zwycięzcą kategorii M3. Krzysztof Bogdanowicz w rywalizacji Koszalinian był drugi, a Jan Zelek trzeci. Walkę z dystansem toczyli też pozostali, którzy zajęli dalsze lokaty. Świetnym biegiem popisał się m.in. Jakub Jarosz, który przybiegł na metę przed dwudziestą minutą (19'53"). Zajął jednocześnie drugą pozycję w kategorii wiekowej M1. Wyprzedził Jacka Króla (20'11"), trzeciego na podium w M4. Marek Kierkosz (20'21"), mimo wyprzedzenia Jakuba oraz biegu przed Jackiem ostatecznie zakończył swój bieg za nimi.

Jedyną drobną sprawą, która została dostrzeżona po naszej reakcji, to wcześniejszy start Pana Józefa Szczeblewskiego... niepełnosprawnego biegacza... który niestety przebiegł trochę dłuższy dystans z racji nieznajomości trasy. A wszystko przez oznaczenie, które jeszcze na kilkanaście minut przed południem nie była w jednym miejscu odpowiednio oznaczona :) Na szczęście dotarł na metę w dobrym humorze.

A więc za rok zapewne spotkamy się w jeszcze szerszym gronie. Gratuluję realizacji imprezy.

Pomysł, projekt, wykonanie
Copyright © 2017
by

Na stronie przebywa: 32 Online

Pokaż liste